Bardzo prosty zestaw z prędkiego wypadu. Bardzo też nieruszany, aby dobrze to grało.
Nikogo nie będę czarował, skąd zapożyczenie na pomysł na te zdjęcia. To dzięki Irkowi.
Kamila stała się cichą bohterką października. Była świadomie-czy nie, chętnie-czy nie, najczęściej fotografowaną przeze mnie osobą.
Krótki set owoców spontanicznego z reguły robienia zdjęć:
Dawno mnie tu nie było. Miałem od cholery pracy, a i nie było za bardzo czasu na prywatne zdjęcia. Wyklikałem tylko kilka filmów ciemną nocą pentaksem.
Kilka tygodni temu w GŁOSie poszedł średnio udany reportaż z ostatnich dyżurów karetki ratowniczej w NZOZ Eskulap. Wciąż uważam go za bardzo przeciętny. Wsadziłem w to jednak bardzo dużo energii i czasu, więc trochę podzielę się na blogu.
Nie wchodziłem w to środowisko na świeżaka, większość z tych ludzi znałem już od jakiegoś czasu, z paroma nawet od lat. Dzięki temu nie krępowali się mojej obecności. Myślę jednak, że jeśli nawet byłbym obcym, to i tak działaliby równie profesjonalnie.
Z resztą przeżyłem małe zderzenie: zabawny, nie raz na granicy dobrego smaku żart, który podczas działań zamieniał się w zimny profesjonalizm.
Dorwałem się do możliwości skanowania negatywów. Dzięki temu mam ostatnie dwa filmy w formie cyfrowej.
Pentaksa uruchumomiłem pod pewien projekt. Na razie zrobiłem pięć filmów i tylko dwa zdjęcia w projekcie. Ale to aparat towarzyszący. Mi i moim przyjaciołom. Parę zdjęć (Pentax ME, KODAK PROFESSIONAL 400 B&W).
Dojrzałem ostatnio do tego, by wrócić do swojej starej pasji, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło. Pożyczyłem zenita, odkurzyłem go i wsadziłem film. Zrobiłem parę zdjęć, dałem wywołać film i wreszcie zrobiłem parę odbitek.










To był przyczynek. Drugi film zrobiłem na Pentaksie. Poniżej macie przegląd wszystkich zdjęć. Około 80% jest z aparatu produkcji japońskiej. Strasznie dobrze się tym bawie, totalnie się nie spinając.
Zdjęcia to niestety skany odbitek. Mam nadzieję, że szybko odnajdę kogoś ze skanerem do negatywów.
Lubię rozmowy o przeszłości. Zawsze wracają do mnie jak ta dziura na ul. Wyciska. Jest taka wyrwa w jezdni, w którą codziennie wpadam. Czasem i kilkukrotnie w ciągu jednej doby. Zawsze wiem, że ona tam jest. Zawsze też gotuję się, by ją ominąć. Zawsze w nią też wpadam.
(a potem zimuję w kanale i walczę z wahaczami).
Rozmowy o przeszłości mają pewien wymiar nieprawidłowości.
No i ostatnia część tej wielkiej aktualizacji.
Najświeższa, bo z dzisiejszej nocy. O pierwszej trafił mi się kurs do Katowic po prośbie. Wcześniejsze plany zakończyły się koło 23. Pojawił się na szczęście Radek, który wyposażony w piwo postanowił poczekać ze mną na nocny kurs. Czułem, że tej nocy zrobię jakieś zdjęcie. Liczyłem na wydarzeniówkę, trafił się śląski obrazek. Nie umiem jednak wciąż zadecydować, które z nich jest najciekawsze.
Dziewczyny – choć działo się wszystko przy Hagera w śródmieściu/Biskupicach – twierdziły, że są z Warszawy. Zdradziło je jednak rzucone przy tym: – Z Warszawy jesteśmy. Ino tutaj na chwilę – twierdziły.
Przy okazji: zdjęcie z cyklu „1/6 czy jakieś inne pojebane czasy”.
Jeszcze nocny kadr z Dnia Dziecka i papierosa nad nowoodkrytym stawem w Biskupicach.
I jeszcze taka wspomnieniówka ;-)