Dawno mnie tu nie było. Miałem od cholery pracy, a i nie było za bardzo czasu na prywatne zdjęcia. Wyklikałem tylko kilka filmów ciemną nocą pentaksem.
Kilka tygodni temu w GŁOSie poszedł średnio udany reportaż z ostatnich dyżurów karetki ratowniczej w NZOZ Eskulap. Wciąż uważam go za bardzo przeciętny. Wsadziłem w to jednak bardzo dużo energii i czasu, więc trochę podzielę się na blogu.
Nie wchodziłem w to środowisko na świeżaka, większość z tych ludzi znałem już od jakiegoś czasu, z paroma nawet od lat. Dzięki temu nie krępowali się mojej obecności. Myślę jednak, że jeśli nawet byłbym obcym, to i tak działaliby równie profesjonalnie.
Z resztą przeżyłem małe zderzenie: zabawny, nie raz na granicy dobrego smaku żart, który podczas działań zamieniał się w zimny profesjonalizm.
Dorwałem się do możliwości skanowania negatywów. Dzięki temu mam ostatnie dwa filmy w formie cyfrowej.
Pentaksa uruchumomiłem pod pewien projekt. Na razie zrobiłem pięć filmów i tylko dwa zdjęcia w projekcie. Ale to aparat towarzyszący. Mi i moim przyjaciołom. Parę zdjęć (Pentax ME, KODAK PROFESSIONAL 400 B&W).
Dojrzałem ostatnio do tego, by wrócić do swojej starej pasji, od której tak naprawdę wszystko się zaczęło. Pożyczyłem zenita, odkurzyłem go i wsadziłem film. Zrobiłem parę zdjęć, dałem wywołać film i wreszcie zrobiłem parę odbitek.










To był przyczynek. Drugi film zrobiłem na Pentaksie. Poniżej macie przegląd wszystkich zdjęć. Około 80% jest z aparatu produkcji japońskiej. Strasznie dobrze się tym bawie, totalnie się nie spinając.
Zdjęcia to niestety skany odbitek. Mam nadzieję, że szybko odnajdę kogoś ze skanerem do negatywów.
Lubię rozmowy o przeszłości. Zawsze wracają do mnie jak ta dziura na ul. Wyciska. Jest taka wyrwa w jezdni, w którą codziennie wpadam. Czasem i kilkukrotnie w ciągu jednej doby. Zawsze wiem, że ona tam jest. Zawsze też gotuję się, by ją ominąć. Zawsze w nią też wpadam.
(a potem zimuję w kanale i walczę z wahaczami).
Rozmowy o przeszłości mają pewien wymiar nieprawidłowości.
No i ostatnia część tej wielkiej aktualizacji.
Najświeższa, bo z dzisiejszej nocy. O pierwszej trafił mi się kurs do Katowic po prośbie. Wcześniejsze plany zakończyły się koło 23. Pojawił się na szczęście Radek, który wyposażony w piwo postanowił poczekać ze mną na nocny kurs. Czułem, że tej nocy zrobię jakieś zdjęcie. Liczyłem na wydarzeniówkę, trafił się śląski obrazek. Nie umiem jednak wciąż zadecydować, które z nich jest najciekawsze.
Dziewczyny – choć działo się wszystko przy Hagera w śródmieściu/Biskupicach – twierdziły, że są z Warszawy. Zdradziło je jednak rzucone przy tym: – Z Warszawy jesteśmy. Ino tutaj na chwilę – twierdziły.
Przy okazji: zdjęcie z cyklu „1/6 czy jakieś inne pojebane czasy”.
No to chronologicznie:
Od kilku lat planowałem zrobić jakieś zdjęcia w kwitnącym rzepaku, parę prostych portrertów. W końcu zdecydowałem, że tego roku już nie odpuszczę. Umówiłem się z Kamilą na prostą sesję w maju. Nim jednak zsynchronizowaliśmy się, okazało się, że trafiło na dzień, w którym aparat w ogóle nie leży mi w ręku. Z tego powodu zdjęcia leżały przez miesiąc aż nabiorę ochotę na ich przejrzenie. Efekty ciągle mi nie sprzyjają, ale i tak się podzielę paroma prevkami.