A znalazłem jeszcze zdjęcie z balu sportowca, które to zrobione w moim imprezowym stylu ;-).
(Bo na parkiecie to ja tylko z aparatem, drogie fanki)
A znalazłem jeszcze zdjęcie z balu sportowca, które to zrobione w moim imprezowym stylu ;-).
(Bo na parkiecie to ja tylko z aparatem, drogie fanki)
Byłem wczoraj służbowo na rekrutacji do Warriors Ruda Śl. – drużyny footballu amerykańskiego. Jeden z zawodników przywitał mnie z szeroko rozwartymi ramionami, ciesząc się, że przyszedłem wesprzeć ich zespół.
– Ale ja tu zdjęcia przyszedłem zrobić – mówię.
–Tak? A dla kogo? – pyta się mnie sportowiec.
– Dla Głosu Zabrza.
– A nie chcesz w Warriorsach pograć? Warunki masz?
– Nie, nie. Ja kolan nie mam – klasycznie odpowiadam, kiedy rugbiści, piłkarze czy inni bokserzy chcą mnie skaptować w swoje szeregi.
-Ale u nas nikt nie ma! – wykrzykuje zawodnik z wielką radością, że mój argument stoi w obronie do jego tezy o mojej przydatności. – Sam miałem operację! – nakręca się coraz bardziej.
To mu zacząłem relacjonować, że to wcale nie takie fiu-bździu, że mnie nieraz cięli i generalnie jak przejdę się po schodach na 10 piętro, to (prócz zadyszki ;)) mam nieliche boleści.
Wtedy odpuścił niepocieszony słowami: „Szkooooodaaaaa”.
Za to zdjęć zrobiłem parę i pomimo kiepskich warunków świetlnych (1/100, 2.8 i iso 1600, a i tak ciemno), ze dwa mi na tejże rekrutacji wyszły.
Z zasady nie lubię robić samego sportu. Za to zawsze satysfakcję sprawiają mi imprezy z cyklu „nowy zawodnik, trening, coś se otworzymy”. Dzisiaj pierwszy tegoroczny trening Górnika.
Jutro z rana wyjeżdżam na południe Polski. Z racji chęci pochodzenia po górach, mogę nie zawsze być dostępny pod telefonem. Niemniej jednak można próbować, bo i sprzęt, i czas, i archiwum mam przy sobie. Wracam w niedzielę.
Ale zeby nie zostawić niefotograficznego niesmaku, jedno ze styczniowych zdjęć ze wsi Smoleń, w której nie było prądu przez pół zimy.
Mój przyjaciel Adam kupił sobie ostatnio fiata regatę, z którego wydłubie tylko silnik i skrzynię. Auto jest na tyle fajne, że ma wzmacniane zawieszenie z tyłu – do wożenia setek kilogramów części zapasowych. Auto było legendą gliwickiej giełdy – sprzedawano do niego wszystkie typowe i nietypowe części do fiatów. Myślałem, że to giełdowa-ruchoma-nieruchomość, a okazało się, że auto jest w pełni na chodzie.
Dzięki wysokiemu środkowi ciężkości strzeliłem tym autem przez przypadek 360 stopni.