Umarł król, niech żyje król – czyli shardac zmienił narzędzie – scyzoryk Victorinox dla Bundeswehry

by shardac posted 2 lipca 2012 category Poza zdjęciami

 

Wczoraj informowałem, że chcę zmienić to miejsce. Niestety w złośliwości WordPressa ten tekst pojawił się tuż obok analogowego zdjęcia zimowej ulicy Korczoka. Nie mam zamiaru modernizować tej ulicy, bo chyba nie mam takiej mocy sprawczej. Ba, od czterech lat walczę o światła na skrzyżowaniu ulic Korczoka z Wyciska/Kawika i konsekwetnie od czterech lat jestem spuszczany na drzewo.

Pisząc o zmianie tego miejsca miałem na myśli zmianę bloga z fotozbioru na blog bardziej ogólnotematyczny. A skoro tak, dziś będzie o scyzorykach. Abstrahując jednak od nich, muszę jeszcze znaleźć oryginalne grafiki, żeby na czołówce www.franzke.pl zmienić to nieszczęsne „portfolio” na „blog”. :)

 

Wracając do ostrzy. Od kilkunastu (!) już lat noszę przy sobie wszelkie ostre narzędzia. Kiedyś nosiłem nawet przy sobie pełnowymiarowe noże (z hiszpańskim Aitorem na czele, do którego mam gigasentyment), ale… ludzi nie uważają takich elementów garderoby za narzędzia, lecz broń. Krzywe spojrzenia, dziwne plotki i wreszcie kilkukrotne, drobiazgowe kontrole policji zniechęciły mnie do tego. Zawsze chciałem mieć porządnego foldera, ale albo jakoś nie było mnie stać, albo też nie miałem czasu na jego wytypowanie. W końcu dokładnie dziesięć lat temu wpadł mi w ręce scyzoryk wojsk holenderskich kupiony w sklepie militarnym Bryq’a w Bytomiu. Obecnie jest to towar skrajnie deficytowy na polskim rynku i gdy przyszła pora na odświeżenie kabury przy pasku (a swoją drogą ten nóż zabił trzy pokrowce z kolei – w tym dwa kontraktowe! – samemu nie mając śladów użytkowania!), musiałem szukać alternatywy.

 

Pewnie nie musiałbym tego robić, gdyby nie usterka „holenderskiego” Victorinoksa – dwa lata temu pękła blokada głównego ostrza, tzw. liner-lock. Przy rozcinaniu kopert czy członkowaniu paczek w ogóle to nie przeszkadzało, ale gdy ostatnio obrabiałem kabel i prawie odciąłem sobie palec, uznałem, że czas najwyższy na zmianę.

Jak już pisałem – następca tego scyzoryka jest poza zasięgiem polskiego internetu. Szukałem więc alternatywy i dzięki jednemu z taktyczno-lansiarskich forów padło na scyzoryk Bundeswehry, nazywany również „BW onehand” (a dlaczego nie „BW einhand”? ;)). Paczka przyszła dzisiaj i na razie jestem zachwycony.

Co ważne – to również produkcja renomowanego szwajcarskiego Victorinoksa. Konstrukcyjnie nieco jednak się różni. Co pierwsze rzuca się w oczy to „oko” w ostrzu, które wyraźni wystaje poza obrys noża. Dzięki niemu nie ma problemów jednak z jednorękim otwieraniem głównego ostrza – przy odrobinie wprawy da się to wykonać nawet w rękawiczkach! Druga różnica, która na początku nieco mnie zatrwożyła, to ostrze częściowo ząbkowane. Co ważne ząbki pojawiają się na początku ostrza, a nie – jak do często bywa – jego końcu, tuż przy rękojeści. Obawiałem się, że z tego powodu nóż gorzej radzić sobie będzie z biurową taktyką, czyli walką z setkami listów, paczek, taśm i podobnych zagrożeń. Jak się okazuje – strach był bezzasadny. Okazuje się, że ząbki wręcz pomagają w walce chociażby z foliami stretch czy innymi współczesnymi wynalazkami. Łatwiej też będzie z cięciem twardych bułek, acz chyba nieco trudniej z obieraniem kabli. To jednak okaże się w dalszych testach.

 

Trzecią różnicą jest… logo na okładzinie. Nie mamy już do czynienia z pięknym lwem na kotwicy, który zdobił holenderskiego „vicka”. Niemieckiego brata zdobi dumny orzeł, który mi niestety przypomina rzygającą wronę. To na szczęście nic nie tnie i nie rąbie. Reszta narzędzi – otwieracze do puszek i piwa (ajajajaj! :)), śrubokręty i małe ostrza, które służą do cholera wie czego – są identyczne.

Zmiana scyzoryka EDC pozwala „Holendrowi” przejść na zasłużoną emeryturę. Trafi do samochodowego schowka i tam też będzie oczekiwać następnych – naprawdę świetnych lat.

Czy to była dobra zmiana? Myślę, że tak. Sentyment kazał mi kupić holenderski scyzoryk i pewnie bym go nabył, gdybym zlokalizował choć jeden. Przez tą dekadę naprawdę spłacił się wielokrotnie – przeciął niezliczoną ilość papierowych przeszkód, obrobił kilkadziesiąt ogniskowych patyków, wybił kilka szyb i wycinał z samochodowych pasów. Teraz czeka go zasłużona emerytura, a koniem roboczym zostanie Niemiec. I oby żył kolejną dekadę.

Swoją drogą serdecznie polecam użytkownika Allegro o nicku CombatRanger. Przegapił moje zamówienie i przez to delikatnie (!) opóźnił wysyłkę scyzoryka. Upomniany przeze mnie po dwóch dniach, przeprosił i w ramach rekompensaty wysłał mi… dwa scyzoryki (swoją drogą oba mają nieznacznie różne ząbki ostrza). Czyżbym miał dwadzieścia lat spokoju w zakupach? :)

EDYTA:  Właśnie spostrzegłem się, że niemiecki scyzoryk ma jeszcze jedną różnicę wobec holenderskiego brata. Zamontowano w nim dodatkową piłkę do drewna, którą przegapiłem wczoraj. A pomyśleć, że wieczorem zastanawiałem się skąd różnica grubości obu scyzoryków. :)

 

Leave a Reply