Na straży straży, czyli policjant nie jest od psich gówien

by shardac posted 25 lutego 2013 category a co mówię, komunikaty, Poza zdjęciami

strażnicy miejscy

Ilekroć słyszę kolejne wajania, że czas na likwidację straży miejskich, to bierze mnie czort jasny, a kurwica skręca płuca. Ktoś, kto proponuje takie rozwiązania musi być na tyle ograniczony, że nie rozumie w ogóle specyfiki takiej instytucji.

Jasne, mnie samego krew zalewa, kiedy słyszę o dwóch strażnikach miejskich, którzy na widok bitego mężczyzny odwracają wzrok i wyglądają pieszego, który przekroczył jezdnię w niedozwolonym miejscu. Drażnią mnie straże fotoradarowe powoływane tylko po to, aby łapać za szybkich kierowców. Ale prócz tych skrajnych przypadków, mamy też kilka pozytywnych tej służby.

Na co dzień mam do czynienia ze strażą miejską w Zabrzu, która funkcjonuje już zgoła dwie dekady i zasłynęła kilkoma skandali – chociażby szeroko opisywanym przez GŁOS przypadkiem, kiedy to dyżurny odmówił wysłania patrolu po telefonicznym wezwaniu o kradzieży bramy. Ale to ekstrema, bo na co dzień zabrzańscy strażnicy robią kawał dobrej roboty. Błędy popełnia też policja – i ich jakoś się nie linczuje – a nawet ukochana przeze mnie straż pożarna!

Zabrzańscy funkcjonariusze mają o tyle łatwiej, że nikt nie dybie, by przynosili zysk. – To jedno z największych szczęść w mojej służbie, że nikt nie każe przynosić mojej komendzie dochodu. Jasne, są pewne założenia, które mówią, że z mandatów do budżetu Zabrza wpłyną odpowiednie kwoty. Ale nikt nie rozlicza nas czy faktycznie wystawiliśmy tyle kar, bo pokryć ten plan – mówił mi pod koniec ubiegłego roku komendant zabrzańskiej straży miejskiej, Jarosław Rajda.

W powszechnej opinii mówi się, że funkcjonariusze tej służby wypatrują jedynie tych, którzy zaparkowali w nielegalnym miejscu albo przechodzą w niedozwolonym miejscu. Zgadza się, to też należy do ich obowiązków. W końcu mają stać na straży PORZĄDKU. A przechodzenie w niedozwolonym miejscu czy stawanie na zakazie to wykraczanie poza ramy prawa, na które wszyscy się zgadzamy. Inna sprawa – większość z Czytelników tego przypadku do zabrzanie – kiedy, do jasnej cholery, ostatni raz widzieliście blokadę na kole, która może utrudnić kierowcom pilny wyjazd do lekarza? Ja nie dostrzegam ich od kilku lat. Zresztą sam komendant Rajda przyznał się w grudniowej rozmowie ze mną, że faktycznie blokady są bzdurą. Zwłaszcza obecnie, kiedy podobne wykroczenie można sfotografować i zdjęcie pokazać potem wezwanemu kierowcy.

Może więc najbardziej karygodnym wykroczeniem strażników jest polowanie na pijących pod chmurką? Zgadza się, ja sam lubię napić się zimnego piwa na ławce. Ale na litość boską, w kraju, w którym szacuje się, że nawet 20% osób może mieć problem z alkoholem, a połowa z nas stała się w ten czy inny sposób ofiarą czyjegoś alkoholizmu, takiego rodzaju wykroczenia winny być karane z najwyższą surowością. Bo jeśli piję w parczku przy pomniku Pstrowskiego, to widzą mnie dzieciaki na placu zabaw. Pewnie one same niedługo zasiądą z własną puszką piwa w podobnym miejscu. Ale po co mam je do tego przynaglać? Jeżeli decyduję się popełnić takie wykroczenie, to muszę liczyć się z mandatem. To ryzyko tej zabawy. A co mnie może czekać? Mandat – i to najczęściej w kwocie 20 czy 50 złotych. A jeśli ktoś jest na tyle ubogi, że nie stać go na taki mandat, to znaczy, że jest idiotą. Bo tych parę złotych za butelkę czy puszkę możnaby wykorzystać o wiele mądrzej. Przyjemności to w końcu ostatnia potrzeba.

Coraz większym wrogiem strażników miejskich stali się też posiadacze psów, którym wymierzane są mandaty za psie kupy na chodniku. Nim o tym, pozwolę sobie napisać osobny akapit na temat czworonożnego kału.

Z moich doświadczeń wynika, że wrogowie psiego srania są tak długo przeciwnikami czworonogów, dopóty dopóki sami psa sobie nie nabędą. Potem nagle okazuje się, że w sumie ich to nie dotyczy, bo mają bardzo czystego psa, który swój zadek wsadza w najciemniejsze zakątki krzaków i zarośli, zdecydowanie poza widokiem ludzi. Zresztą: sam mam takiego rudego zwierza.

Mimo tego nie czerpię żadnej przyjemności z pieczołowitego czyszczenia zakamarków podeszw z brązowej mazi. Jeśli twój pies nasrał na środku chodnika, ty nie posprzątasz, a ja w to wdepnę, to kara mandatu jest i tak niczym. Strażnicy powinni cię zakuć w dyby i w tych dybach dekadę winneś rąbać kamienie w najdalszym kamieniołomie.
Do łez rozśmieszają mnie argumenty, że zaoszczędzoną po likwidacji kasę winno się zagospodarować w dodatkowe patrole policji. Jasne, w tych czasach policjantów na ulicach nie jest za mało. Ale czekam też na czasy, aż któryś z gliniarzy zwróciłby uwagę na srającego psa, zielony dym wydostający się z komina, który świadczy o paleniu śmieci, czy wreszcie całą służbę wypatrywałby zaśnieżonych chodników. Policjanci są od przestępstw, strzeżenia prawa. Strażnicy miejscy mają pilnować porządku, karać tych, którzy dopuszczają się wykroczeń.

Już ten fakt umniejsza ich trudnej służbie, że nie są tak zajebiście ważni i nie zajmują się rozbojami czy zabójstwami. Ale wolę, by jednak kontrolowali odśnieżenie chodników czy karali właścicieli psów z rozwolnieniem. Aby w trakcie policyjnego pościgu za rabusiem, stróż prawa nie wypieprzył się na kupie wprost w rozbitą butelkę po łajdackim chlaniu na ławce…

P.S.: Żeby pozbyć się tego nadęcia, chwila rozluźnienia. Wiecie, że zabrzańscy strażnicy mają broń palną? Nie jest ona jednak na wyposażeniu typowych patroli, lecz skrzętnie przechowuje się ją na terenie komendy. – Obecnie praktycznie w ogóle jej nie wykorzystujemy – mówi komendant jednostki Jarosław Rajda. – Kiedyś w użyciu była praktycznie codziennie, kiedy ochranialiśmy konwoje z pieniędzmi i innymi wartościowymi przedmiotami należącymi do urzędu miejskiego.

Teraz podobne usługi świadczą firmy ochroniarskie. – Mamy prawną możliwość wykorzystywania broni palnej również w trakcie ochrony obiektów użyteczności publicznej. Na co dzień jednak jedyny funkcjonariusz wyposażony w nią, to dyżurny – mówi komendant Rajda.

Dodajmy, że strażnicy miejscy od pewnego czasu mogą być również wyposażani w paralizatory. W Zabrzu komendant zrezygnował jednak z tej opcji. – Stosunkowo rzadko w trakcie interwencji musimy używać narzędzi przymusu bezpośredniego – na przykład pałek. Po wydarzeniach na lotnisku w Vancouver (kiedy w trakcie nieudolnej interwencji służb bezpieczeństwa w wyniku użycia paralizatora życie stracił Polak – przyp. red.) doszedłem do wniosku, że przesadą byłby ich zakup. Zresztą – skąd mamy wiedzieć, czy osoba, którą obezwładnialibyśmy, nie ma wszczepionego rozrusznika albo chorego serca i zaraz może umrzeć? – dodaje szef strażników.

P.S. 2: A jednak strażnicy mają trochę adrenalinki w pracy. Ot, w zeszłym roku rzucił się na nich rozjuszony zabrzanin wyposażony w metrową siekierę…

Leave a Reply