Mój skromny manifest polityczny

by shardac posted 21 maja 2015 category a co mówię, opiniuje

W pierwszej turze wyborów głosowałem na Pawła Kukiza. W poniedziałkowym Newsweeku przeczytałem tekst, z którego wprost wynika, że w najbliższą niedzielę na 75% zagłosuję na Andrzeja Dudę. A ja… a ja najchętniej nie poszedłbym na wybory.

Ale pójdę, bo wybory to dla mnie największa atrakcja demokracji. Zostałem wychowany w takiej rodzinie, która, choć nieświadomie, nigdy wyraźnie politycznie niezaangażowana, pójście do urn traktowała wyjątkowo poważnie. Będąc dzieckiem, które nie myślało nawet, że kiedy będzie mogło wypełnić samodzielnie kartę do głosowania, ochoczo ciągnąłem za rękę rodziców, by chociaż móc ich karty wsunąć w wąską szparę biało-czerwonej skrzynki.

I moja chęć niepójścia na wybory nie wynika również z tego, że w II turze nie mógłbym głosować na Pawła Kukiza. Kukiz to swoista polityczna efemeryda, która prezentując się jako przyszły kat systemu , tak naprawdę chciała zostać elementem tego układu. Zapewne stworzy formacje, które pozwolą na start w wyborach parlamentarnych. Tylko nie zdoła stworzyć godnych zaufania struktur tak, jak cztery lata temu takich (naprędce zbitych) struktur nie stworzył Janusz Palikot. Pamiętam, że tydzień po ogłoszeniu wyników promotor mojej pracy magisterskiej, znakomity i niesamowicie mądry Profesor Jerzy Mikułowski Pomorski, zwrócił nam uwagę, że Palikot tuż po ogłoszeniu wyników nakazał swoim posłom podnieść rękę i złożyć przyrzeczenie. Po to, by nie znając tak naprawdę nowych kolegów z sejmowych ław, zobowiązać ich do służby we wspólnej sprawie. Boję się tych ludzi, które staną ramię w ramię z Kukizem, bo jednak pula polityków jest skończona i hermetyczna. Więc na pewno pewien procent będzie znanymi osobami z innych partii.

To będą naprawdę ciekawe wybory. Po raz pierwszy tak naprawdę zadecydują wyborcy, którzy nie będą mogli ważyć swojego głosu z powodu sondaży. Bo te są tak zbieżne, tak bliskie sobie, że trudno wyrokować, kto wedle nich zostanie prezydentem. Wybory rozstrzygną się przy urnach, do których społeczeństwo wrzuci karty wypełnione zgodnie ze swoimi preferencjami. Nie w walce o lub przeciw procentom.

Platforma Obywatelska to partia stagnacji. Prawo i Sprawiedliwość to partia resentymentów i rozliczeń. Nie chcę, by w Polsce panowały przestój i powroty do przeszłych spraw. Chciałbym, by tym narodem pośrednio lub bezpośrednio rządził ktoś, kto ma jaja, kto chciałbym zmienić przyszłość. Chciałbym, że pojawił się ktoś, kto ma na tyle dużo odwagi, że nie będzie bał się zaryzykować właśnie dla tego kraju. Nawet jeśli ostatecznie miałby spieprzyć to. Trudno, niestety powolny rozwój nigdy nie pozwoli popchnąć tego kraju tak bardzo, by było tutaj dobrze i by dopaść tych, którzy są kilka kroków przed nami.

Żaden z kandydatów nie ma takich jaj. Bronisław Komorowski to spolegliwy wujek, któremu ten naród – mimo wszystko! – ufał przez ostatnich pięć lat. Ktoś, kto całkiem dobrze realizować się w funkcji stabilizatora, w kogo w zasadzie nikt nie bił przez ostatnie pięć lat. Andrzej Duda to niestety człowiek znikąd. Nowoczesny, młody i dynamiczny. Nie bez powodów czasem przyrównywany do Aleksandra Kwaśniewskiego, choć jednak nieco mniej wyrazisty.

Swoją drogą: zabawne jest, że tak naprawdę współcześnie najbardziej lewicową partia jest właśnie Prawo i Sprawiedliwość i gdy zmierzy się je z planami SLD sprzed dwudziestu lat, wyraźnie widać ich powiązania.

W przypadku Dudy jednak naprawdę kole w oczy, że na czas wyborów schował się Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. Boję się, że nie dlatego, by nie odciągać uwagi od Dudy, ale by… nie zniechęcić niezdecydowanego elektoratu.

Błędem jest założenie, że wyborcy Kukiza zagłosują właśnie na niego. Wyborcy Kukiza nie wystawili żółtej, ale czerwoną kartkę współczesnej stagnacji. Dwupartyjności, która u zasady tak naprawdę dostatecznie już się zamazała. Bo nie bez powodów gros ludzi stwierdza, że „nie ma na kogo głosować”. Dlaczego? Dlatego, że wybory zmieniły się w festiwal przypodobań i umizgów do wyborców. Nie realnych rozwiązań, bo te dawno zatarły się pod ciągłymi pstryczkami w nos.

Dlatego, Szanowni Kandydaci, proszę Was: macie jeszcze dzień. Przekonajcie mnie, że będziecie chcieli coś zmienić. Nie interesuje mnie obniżanie podatków, bo nawet ich podwyższanie mnie, 28-latka nie dotknęło. Podwyższenie VATu o 1% też w zasadzie mnie nie tknęła, bo i tak koszty przeżarły mnie i moją działalność na wylot. Chcę, żeby było lepiej. Przekonajcie mnie, że dzięki wam właśnie tak będzie.

Zawsze byłem daleki od publicznego ogłaszania swoich poglądów politycznych. Ale teraz musiałem. Po prostu musiałem.

Leave a Reply